Pewność i granice wiedzy

W 1999 roku David Dunning i Justin Kruger z Cornell University opublikowali badanie, które po latach zrobiło karierę daleko poza psychologią. Dziś „efekt Dunninga-Krugera” bywa internetowym sposobem powiedzenia, że ktoś niewiele wie, ale jest o sobie bardzo dobrego zdania. Często towarzyszy temu wykres z imponującym szczytem pewności siebie na początku i głęboką doliną zwątpienia pośrodku. W oryginalnej publikacji nie było jednak ani tego wykresu, ani popularnych nazw jego etapów.

W doświadczeniach badacze prosili uczestników o rozwiązywanie zadań dotyczących między innymi logiki, gramatyki i humoru, a następnie o ocenę własnego wyniku na tle innych. Osoby, które radziły sobie najsłabiej, często znacząco przeceniały swoją pozycję. Jednym z możliwych wyjaśnień było to, że umiejętności potrzebne do poprawnego wykonania zadania pomagają również rozpoznać własne błędy. Warto przy tym pamiętać, że interpretacja i skala tego zjawiska są przedmiotem dalszych badań; nie jest ono prostym testem na inteligencję.

Niezależnie od losów internetowego memu pozostaje ciekawe pytanie: skąd właściwie mamy wiedzieć, czego jeszcze nie rozumiemy? Początek nauki bywa przyjemny właśnie dlatego, że nie widzimy całej złożoności tematu.

Ktoś, kto nie interesował się winem, na początku odróżnia głównie czerwone od białego i wie, które mu smakuje. Później poznaje nazwy szczepów: Cabernet Sauvignon, Pinot Noir, Nebbiolo czy Chardonnay. Wkrótce potrafi swobodnie poruszać się po sklepowej półce i ma poczucie, że temat staje się coraz prostszy. Wystarczy jednak wybrać się do Piemontu i porozmawiać z kimś, kto naprawdę zna miejscowe winnice, by nagle pojawił się zupełnie nowy świat: gleba, ekspozycja zbocza, rocznik, wysokość, maceracja, sposób prowadzenia winorośli i historia producenta. Dwie winnice oddalone o kilometr potrafią dawać bardzo różne rezultaty.

Z podobnym zjawiskiem spotyka się biegacz, który na początku słyszy, że wystarczy regularnie wychodzić na trening. Po kilku miesiącach pojawiają się pytania o objętość, intensywność, regenerację, trening siłowy i reakcję organizmu na obciążenia. Programista odkrywa, że działający kod to dopiero początek dyskusji o tym, czy rozwiązanie jest czytelne, odporne na zmiany i niepotrzebnie skomplikowane. Podczas remontu szybko można przejść od wyboru koloru płytek do dociekań nad izolacją, dylatacjami i wilgocią pod podłożem.

Kiedy pojawiają się szczegóły

Wraz z wiedzą przybywa odpowiedzi, ale przybywa również pytań. Właśnie dlatego eksperci potrafią mówić mniej stanowczo niż ludzie, którzy dopiero zaczęli interesować się jakąś dziedziną. Widzą wyjątki, których początkujący nie ma jeszcze powodu podejrzewać.

Fizyk Richard Feynman wspominał, jak ojciec uczył go odróżniać nazwę rzeczy od rozumienia jej zachowania. Można znać nazwę ptaka w kilku językach, nie wiedząc prawie nic o tym, gdzie buduje gniazdo, co je i dlaczego porusza się w określony sposób. Można też nie znać jego nazwy, a jednocześnie uważnie go obserwować i naprawdę dużo rozumieć. Ta prosta różnica ma znaczenie daleko poza przyrodą.

W życiu codziennym łatwo wziąć etykietę za wyjaśnienie. Mówimy, że to stres, inflacja, genetyka, algorytm albo dopamina, i nagle sprawa wygląda na rozstrzygniętą. Tymczasem nazwanie mechanizmu nie mówi jeszcze, jak działa, w jakich warunkach się pojawia i kiedy przestaje wyjaśniać obserwowane zjawisko.

Dobrym przykładem jest dopamina, o której w ostatnich latach mówi się często w kontekście telefonów, mediów społecznościowych i popularnych „detoksów”. Wiele internetowych opisów sugeruje, że chodzi po prostu o substancję przyjemności, której nadmiar trzeba jakoś usunąć z mózgu. W rzeczywistości układ dopaminergiczny bierze udział między innymi w uczeniu się, motywacji, kontroli ruchu i sygnalizowaniu różnic między oczekiwanym a rzeczywistym rezultatem. Sprowadzenie tego wszystkiego do jednej etykiety może pomagać w zapamiętaniu słowa, lecz niekoniecznie w zrozumieniu zjawiska.

Dziś dostęp do wiedzy jest łatwiejszy niż kiedykolwiek, ale równie łatwo zdobyć jedynie jej najbardziej rozpoznawalne fragmenty. W ciągu pół godziny można przeczytać kilka artykułów, obejrzeć film i poznać słownictwo, dzięki któremu rozmowa o mikrobiomie, stopach procentowych czy uczeniu maszynowym zacznie brzmieć profesjonalnie. Zwykle dopiero kolejne pytanie pokazuje, ile z tego rzeczywiście rozumiemy.

Lepsze pytania

Dlaczego coś działa? Od czego zależy wynik? Czy zawsze jest tak samo? Skąd pochodzą dane? Co musiałoby się zmienić, żeby wniosek był odwrotny? Z takich pytań składa się prawdziwa znajomość tematu. Z ich powodu odpowiedź eksperta często zaczyna się od słów „to zależy”. Dla osoby szukającej prostej instrukcji może to brzmieć jak wymijanie pytania. Dla kogoś, kto wielokrotnie widział ten sam problem w różnych okolicznościach, jest to czasem jedyna rzetelna odpowiedź.

Lekarz może spotkać pacjentów z podobnymi objawami, lecz innymi przyczynami. Inżynier wie, że technika sprawdzająca się w jednym systemie potrafi zawieść w drugim. Trener widział ludzi, którzy na podobnym planie robili ogromne postępy, i takich, którym potrzebne były zupełnie inne obciążenia. Doświadczenie nie tyle odbiera pewność siebie, ile uczy ostrożności wobec reguł udających uniwersalne prawa.

Nic dziwnego, że taką ostrożność trudno sprzedać w krótkim filmie. Zdanie mówiące o kilku istotnych zmiennych i niejednoznacznych dowodach przegrywa często z obietnicą jednego sekretu, który wszystko wyjaśnia. Pewność brzmi atrakcyjnie, szczególnie kiedy sami próbujemy zrozumieć trudny temat.

Nie da się jednak funkcjonować, stale kwestionując każdą opinię. Wybieramy pracę, planujemy treningi, remontujemy mieszkania i wydajemy pieniądze bez możliwości przeczytania całej literatury naukowej. Uproszczenia są niezbędne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zapominamy, że uproszczenie jest mapą, a nie samym terenem.

Czasem wystarczy spróbować wyjaśnić coś bez fachowych terminów. Ktoś mówi, że interwały zwiększają VO₂max. Dobrze, ale czym dokładnie jest VO₂max? Co zmienia się dzięki treningowi? Jaką rolę odgrywa serce, a jaką mięśnie? Dlaczego dwie osoby mogą zareagować inaczej? Gdy zabraknie odpowiedzi, nie oznacza to porażki. Właśnie znaleźliśmy granicę wiedzy, której wcześniej nie widzieliśmy.

Z biegiem czasu można nauczyć się odróżniać rzeczy, które rzeczywiście wiemy, od tych, które wydają nam się prawdopodobne, oraz od tych, o których nie mamy pojęcia. To mniej efektowne niż posiadanie gotowej opinii na każdy temat, ale znacznie bardziej użyteczne. Warto od czasu do czasu zatrzymać się przy pozornie niewinnym zdaniu „przecież wiadomo, że…” i zapytać, skąd właściwie wiadomo. Za taką chwilą namysłu bywa ukryta najciekawsza część nauki.